Ciekawe, co było przyczyną, że autor  "Wyjaśnienia" - Wacław Biliński obdarzył główną postać swej powieści naszym nazwiskiem. A niestety, nie jest to postać którą można by nazwać "pozytywną".  :-(

"… powieść Wacława Bilińskiego sięga do problemu odpowiedzialności ludzi na najwyższych stanowiskach za kryzys polityczny i gospodarczy. Bohater powieści, bardzo wysoko postawiony w hierarchii władzy, a następnie w 1980 r. usunięty ze stanowiska, zagrożony dalszymi konsekwencjami i potępieniem społecznym, pisze swoje wyjaśnienie. I nigdy go nie kończy."

główne postacie powieści :                                                                      

Marian Olechnowski
Sylwia Olechnowska z domu Bąbol (druga żona Mariana)
Tekla Bąbol matka Sylwii
Helenka – Hela – pomoc domowa
Pan Bolesław – kierowca Mariana
doktor Zubrycki
Ratuszak
Zygfryd – kochanek Sylwii
Pola – pierwsza żona Mariana
Jakub – syn Poli i Mariana
Obiadowscy – sąsiedzi Olechnowskich
Żużlowa
mecenas Róg-Buszycki
(Klops – pies Olechnowskich)

 

Recenzja powieści autorstwa Wojciecha Kajtocha przedstawiona na stronie   http://www.republika.pl/wkajt/archiwum.htm

"Nie jest to książka aktualna w takim znaczeniu jak "Rok...". Bilińskiego wyręczył w obowiązku szybkiego reagowania np. "Dygnitarz" Łaniewskiego (tj. naprawdę Michała Radgowskiego), gdzie satyrycznie wykpiono prominenckie środowisko lat siedemdziesiątych, budując akcję tak, aby czytelnik odniósł wrażenie, że moment wydania książki jest jednocześnie tą chwilą naszej historii, kiedy grozi krajowi pozostanie na stanowiskach administracji średniego szczebla tych co i przed Sierpniem - a tylko "ustrojonych w odnowicielskie szatki" - osób.
Biliński z dystansem spojrzał na problem działaczy rządzących niedawno w Polsce, rzecz przemyślawszy - wnioski ujął w kształt staranniejszy niż u Łaniewskiego i Bratnego. Skorzystał z możliwości, które dla potrzeb kreacji i oceny osobowości literackiego bohatera stworzyła nowoczesna proza.
Postacią dla problematyki utworu centralną jest były dostojnik, ongiś "architekt" pożyczkowo- licencyjnej polityki lat siedemdziesiątych, która dała - jak wiemy - szczególnie żałosne ekonomiczne skutki. Do marca 1968 roku był urzędnikiem mniejszej rangi, następnie (za cenę rozwodu z pierwszą żoną - Żydówką) umacnia swoją pozycję. Powtórnie się żeni. Po Grudniu szybko "idzie w górę", jest ministrem w rządzie Piotra Jaroszewicza. Koniec dekady - jest końcem kariery. Na skutek kryminalnej afery w jego resorcie VIII Zjazd PZPR usuwa go ze stanowiska. Po Sierpniu nadal "zbierają się nad nim chmury". W momencie trwania akcji utworu (przełom 1980 i 1981 r.) milcząc już od tygodni siedzi w gabinecie w urządzonej z prominenckim przepychem ( załatwione przez zaprzyjaźnionego dyrektora muzeum osiemnastowieczne sekretarzyki, srebra po Sanguszkach itd.) willi. Stanowiąc - wedle słów jednej z postaci - kliniczny obraz zrozumienia i przeżycia winy, pracuje nad "wyjaśnieniem": memoriałem mającym wskazać na istotne socjologiczno- ekonomiczne mechanizmy, które decydowały o gospodarczej i politycznej klęsce ekipy Gierka. Jako winowajcę tej klęski - wskazuje siebie. Kończy samobójstwem.
Właściwa akcja (retrospekcje sięgają lat sześćdziesiątych) obejmuje wydarzenia ostatniego dnia jego życia widziane oczyma małżonki, pani Sylwii Olechnowskiej (de domo Bąbol), której myśli relacjonuje i której punktem widzenia operuje trzecioosobowy narrator. Niekiedy przyjmuje on także pozycję neutralną, ale wtedy przedstawia tylko wygląd postaci i scenerię, w której się one poruszają - daje didaskalia. Ostateczny efekt jest taki, że czytelnik ma wrażenie przyglądania się tragifarsowemu spektaklowi teatru marionetek. Wrażenie żałosno-groteskowej wymowy przedstawionych faktów pogłębia się z racji wybitnie niebłyskotliwego charakteru pani Sylwii - "bohaterki-reflektora".
Tylko przez pryzmat jej umysłowości (i z czynionych przez inne postacie uwag - ale tak przekazanych, jak je Sylwia usłyszała i zapamiętała) widzimy właściwy problem utworu. A pani Olechnowska to pośrednik (w przeciwieństwie do Patryka z "Roku...") głęboko - zwłaszcza w ocenach - niewiarygodny. Np. zupełnie nie może ona pojąć, że jeśli ktoś nie kradł (omijanie przepisów i protekcja to dla Sylwii jedynie dowody zaradności i dobrego serca) i miał dobre zamiary, to jeszcze nie oznacza, by nie zawinił. Bohaterka nieustannie kompromituje się nie tylko głupotą. W zasadzie to nie o męża, a o zagrożone sekwestracją mienie się zamartwia.
Wobec tego środkiem ukazania i udowodnienia powieściowej i zarazem socjologicznej (bo powieść Bilińskiego w sposób oczywisty odnosi się bezpośrednio do rzeczywistości, eksponuje swoje poznawcze funkcje) autorskiej tezy nie może być komentarz narratora. Będzie nim tylko fakt, bo jedynie fakty fabuły, rzucane niegdyś zdania i uwagi Olechnowskiego, komentarze i uwagi o Olechnowskim innych niż Sylwia osób (kierowca, służąca, itd.) - mają w sumie dość jasną wymowę. Zbliżone jakoś do siebie i charakterystyczne (tu np. należą wszystkie kwestie nt. podobieństwa trybu życia Olechnowskich i przedwojennego mieszczaństwa) składają się na rodzaj "obiektywnej" oceny, zalecanej zapewne czytelnikowi przez autora utworu.
Biliński - sądzę - stara się zasugerować czytelnikowi tezę, że głównym błędem przedsierpniowej ekipy władzy był ideologiczny indyferentyzm, zapoznanie podstawowych marksistowskich pryncypiów odnoszących się do zasad analizowania bieżącej politycznej i ekonomicznej sytuacji. Olechnowskiego - na mocy konwencji wszelkich możliwych politycznych powieści, których postacie obowiązkowo nie tylko siebie reprezentują - postać typową charakteryzuje już samo uleganie słabostkom żony dbałej o pieniądz i towarzyską pozycję. Następnie: karierowiczostwo, uwielbienie gry politycznej "dla niej samej", zbyt wielka miłość do Zachodu. A oto jak całkowicie niemarksistowski jest jego sposób myślenia i jakie uznaje autorytety: - Pierwszy, wiesz, Amerykanie piszą, że łączy cechy robotnika i intelektualisty. Dlatego udało mu się porwać stoczniowców i zaapelować do intelektualistów [do żony o Gierku].
- Pierwszy [...] miał plany, od których się w głowie kręciło. Od razu widać, że to człowiek wychowany na Zachodzie.
- Ja uważam, że Gomułka zleciał, bo stał się symbolem starczego skostnienia. Ci robotnicy (tzn. stoczniowcy z 1970 roku) na co dzień stykają się z całym światem. Niezależnie od tego, co tam się zdarzyło, czas zmusza nas, żeby inaczej, żeby śmiało, żeby dynamicznie. Nie oglądając się na dogmaty.

- Wszyscy byli wtedy [tj. przed 1980 rokiem - W.K.] przyjacielscy. [...] Po prostu nasz charakter narodowy. Albo serwilizm, włazidupstwo, czapkowanie. Albo warcholstwo, rabacja, rokosz. [...] Już tylko jedno wiem na pewno: urodzić się w Polsce to nieszczęście [o przyczynach teraźniejszej niechęci otoczenia].
Można z tezą Bilińskiego zgadzać się lub nie, ale jest pewne, że pokazał jedną z najistotniejszych cech myślenia Gierkowych technokratów."